środa, 1 czerwca 2016

Budujemy nową fikcję: Polskie kolonie na Pacyfiku

"Co by było gdyby?" Słynny zabieg literacki, który pozwala nam puścić wodze fantazji i wykreować niezliczone rzeczywistości alternatywne. Czy to światy, w których potworna ideologia nazizmu wygrała II wojnę światową, czy rzeczywistości, gdzie Zimna Wojna zamieniła się w "gorącą", a może nawet miejsca gdzie neandertalczycy pokonali homo sapiens i stali się panami Ziemi.
Więc czemu, gdzieś tam w nieskończonym multiwersum nie istnieją cztery małe wysepki? Miejsca gdzie ludzie mówią "Dzień dobry" po polsku lub w jakimś pochodnym od niego języku. Postanowiłem więc puścić wodze swojej fantazji i stworzyć ten mały wycinek świata, gdzie polskie kolonie istnieją i prosperują, pomimo zawirowań historii.

Więc zacznijmy. Na potrzeby tego "ćwiczenia" zrobiłem kilka założeń:

Kolonie powstały w 1868 roku

Dlaczego? Powodów jest parę. Pierwszy i chyba najważniejszy, to panująca w najlepsze rewolucja przemysłowa. Kolonie powstają wówczas jak na drożdżach, ostatecznie stabilizuje się również mapa polityczna Europy, poza wyjątkiem chyba Niemiec (co ułatwia powstanie polskich kolonii).
Amerykanie nadal dochodzą do siebie, po wojnie secesyjnej, Brytyjczycy i Francuzi ścigają się o wysepki Pacyfiku i czarny ląd. Rosjanie zaś urządzają się na dalekim wschodzie.
Polska zaś ma za sobą traumę powstania styczniowego. W jego wyniku pojawiają się wtedy koncepcje założenia "Nowej Polski" z daleka od zaborców, gdzie można by kultywować lechicką kulturę bez widma rusyfikacji/ germanizacji.
Tak więc w naszej rzeczywistości zawiązuje się "Towarzystwo Kolonialne". Grupa bogatych ziemian i oficerów, którzy uciekli do Paryża po klęsce powstania. Towarzystwo będzie często dawało o sobie znać podczas istnienia kolonii. W końcu po półtora wieku istnienia zostanie mu nawet przypięta łatka "polskich masonów" mieszających w polityce zarówno Polski jak i kolonii. Prawda jednak będzie taka, że Towarzystwo po założeniu kolonii, dość szybko się rozpadnie, a jej członków wchłoną organizacje walczące o niepodległość Polski podczas I wojny światowej.

Kolonie powstały na Pacyfiku

Atlantyk i Ocean Indyjski są za blisko Europy. Szanse na utrzymanie w tajemnicy (przynajmniej w latach 70tych XIX wieku) niezależnych od potęg kolonialnych europejskich osad byłby raczej niemożliwy. Nie daj boże, jakiś brytyjski dżentelmen z kompanii wschodnioindyjskiej odkryłby polskie kolonie. Nawet by nie dyskutował. Ostrzelał by dzikich Słowian i mianowałby się gubernatorem. Oczywiście przejaskrawiam i to bardzo, ale historia Indii nie takie radosne podboje widziała. Zresztą jeden z naszych rodaków podbił Madagaskar, brytyjski dżentelmen założył Rodezję, a inny został władcą Etiopii. Epoka kolonialna pełna była takich historii. Polacy zaś pozbawieni własnego państwa, nie mieli nikogo, kto ująłby się za ich krzywdą. Żadnej polskiej marynarki, której krążowniki lub pancerniki ruszyłyby z odsieczą. Były zdane na siebie.
Logiczne więc, że powstałyby w jakimś dalekim miejscu, na drugim krańcu świata. Na Pacyfiku.
Na potrzeby mojej fikcji, odkryte przypadkiem przez polskich odkrywców archipelag czterech większych wysp wulkanicznych, znajdowałby się gdzieś na środku Pacyfiku. Setki mil morskich od innych wysp Oceanii. Być może zahaczałyby o równik. Na początku myślałem o tym, aby wyspy były nie zamieszkane. Powoli jednak oswajałem się z myślą, że na wyspach żyła już mała populacja Polinezyjczyków, co nada z pewnością pewną dynamikę w relacjach między kolonistami i tubylcami. Kto powiedział, że koloniści muszą żyć bez świadomości, że komuś odebrali ziemię?

Kolonie są cztery

Oczywiście w normalnych warunkach znajdujące się w jednym regionie społeczności o podobnej kulturze stworzyłyby jedno państwo, jak np. Federacja Mikronezji.
Postanowiłem jednak, że bardziej interesujące będzie powstanie czterech rzeczypospolitych. Pozwoli to na zbadanie różnych wątków: jedno z państwek może popaść w bananowy komunizm, na innej wybuchnie wojna domowa między polakami i tubylcami. Jedną podczas II wojny zajmie Imperium Japonii, a inna być może poprosi Polskę o zjednoczenie. Nie mówiąc już o tym, że siły zbrojne, systemy polityczne mogłyby się rozwijać odmiennie i przedstawiać różne doświadczenia czterech państewek.
Zacznijmy więc rysować nasze wyspy. Kształtem i wielkością wszystkie przypominają wyspę Gran Canaria. Każda ma średnicę około 50 km, powierzchnię około 1,500 km i populację około 296-315 tysięcy ludzi w roku 2016. Oddalone są od siebie około 20 nmi.
Znajdująca się najdalej na północny zachód Nawia przedzielona jest w pół przez płytki, stumetrowy, naturalny kanał. Południowo zachodnia część nazywa się Nawią południową, a północno zachodnia, Nawią północną. Na południowy wschód od niej w równej osi po sobie następują kolejno: Apolonia otoczona przez płytki atol (jak Pohnpei), Wyraj z malutkim, wąskim półwyspem okalającym małą zatokę i większa od reszty wysp Lechia (2,500 km powierzchni).

Kolonie mają znikomy wpływ na region i świat

Pomimo swojego istnienia, aż do XXI wieku kolonie będą miały znikomy wpływ na region Pacyfiku i cały świat. Zmieni się to dopiero w epoce globalizacji i internetu, ale do tego czasu będą sobie egzystować na uboczu historii.
Oczywiście nie ominą je większe zdarzenia w historii świata. W latach 80tych XIX wieku, komuś w towarzystwie rozwiąże się język i Rosja i Niemcy dowiedzą się o istnieniu kolonii. O ile Rosjanie zaprzątnięci będą dalekim wschodem, o tyle Rzesza Niemiecka (wbrew Bismarckowi, który kolonii nie chciał) zainteresuje się "poddanymi" na Pacyfiku i pośle ekspedycję, aby sformalizować "związek". Koloniści stawią opór, ale nie będą w stanie powstrzymać Niemców. W desperacji udadzą się po protekcję do Londynu i jako kolejna kolonia Imperium Brytyjskiego, przetrwają zarówno I jak i II wojnę światową. Kolonialna piechota z Apolonii zostanie zdziesiątkowana pod Gallipoli jako część ANZAC. Pułki nawijskiej kawalerii morskiej po rozpaczliwym oblężeniu wyspy przez Japonię, przejdą do wojny partyzanckiej uniemożliwiając Imperium zajęcie reszty archipelagu i doprowadzając do ludobójstwa ludności cywilnej. Czerwony Regiment rozpęta krwawą wojnę domową na Lechii, aby wprowadzić tam demokrację ludową i połączyć się z Polską. Wyrajczycy zaś przez całe dekady będą wypierali się ludobójstwa tubylców.

Przyrost w koloniach będzie astronomiczny

Początkowo na wyspach założone będą małe osady. Nie więcej niż 500 osób w skali całego archipelagu. Do 1918, rocznie przybywać będzie 10% nowych mieszkańców. Pomimo klimatu, nieurodzajnej ziemi i chorób tropikalnych, emigracja na wyspy będzie wysoka (tak jak i dzietność). W 1885 roku na każdej z wysp będzie mieszkać już po około 550 osób, a w 1918, po około 12 tysięcy. Wtedy też nastąpi spadek przyrostu. Trend odwróci się. Polacy będą imigrować do niepodległej Polski, aby walczyć z bolszewikami i wspierać młodą II Rzeczpospolitą. Przyrost będzie się chwiał, ale ustabilizuje się na poziomie 5%. Kolejną zmianą będzie II wojna światowa, gdzie przyrost osiągnie już tylko 0,1%. Powodem będzie wojna szalejąca na Pacyfiku, której ciężar poczują nawet oddalone od wielkiego świata polskie kolonie. Po wojnie, w wyniku utworzenia PRL, emigracja znowu wzrośnie, a powojenny baby boom dorzuci swoje trzy grosze. Przyrost osiągnie znowu 5% i utrzyma się do końca PRL. W 1990 roku populacja każdej z wysp to po około 230-240 tysięcy osób. Wraz z nastaniem III RP i niżem demograficznym, przyrost spadnie do 1% i taki utrzyma się do 2016 roku, kiedy to będzie 315606 nawijczyków, 304532 apolończyków, 298995 wyrajczyków i 296226 lechijczyków.
Dlaczego przyjąłem tak ostry przyrost demograficzny? Chciałem mieć populację w miarę dużą, aby uzasadnić istnienie armii dla wszystkich czterech państewek, ale niezbyt dużą, aby nie mogły wpływać na inne kraje regionu w innym stopniu niż minimalny. Trochę naiwne jest myślenie, że żaden zawadiaka (a Polska historia pełna jest awanturników, gotowych po jednym głębszym ruszać na podbój sąsiadów) z kolonii nie połasiłby się na włości wysp Marshala, Vanuatu, czy Tuvalu.
Z drugiej strony tak duża populacja uniemożliwiałaby wymordowanie/ wysiedlenie polaków lub przymusową asymilację przez któreś z imperiów kolonialnych.

Na zakończenie

W 2016 roku cztery Rzeczypospolite, to stabilne demokracje, członkowie brytyjskiego Commonwealth. Mieszkańcy to w większości Polacy (90 % w skali archipelagu), tubylcy (około 5%) i Brytyjczycy (5%). Mówią po polsku w swoich lokalnych dialektach, które są pełne anglicyzmów jak i słów przejętych od tubylców. Najwięcej jest protestantów (55%) i katolików (40%). Tubylcy wyznają swój lokalny animizm (5%) i mówią w języku podobnym do mieszkańców Kiribati).
Wszystkie cztery państwa utrzymują własne siły zbrojne złożone z marynarki i piechoty morskiej. Największe ma Nawia - 1900 osób, najmniejsze Apolonia - 950.
Pomimo przynależności do Commonwealth, brytyjskiej kultury prawnej i organizacji państwa, Rzeczypospolite tworzą również "Przymierze Państw Polskich" (znane pod przydomkiem trójpy), w której sama Polska ma status obserwatora. Okręty przymierza często zawijają do Gdyni, zaś polskie okręty przypływają do archipelagu i ćwiczą razem z małymi marynarkami wysp ("Marynarka", tak jak w wypadku Bahamów odnosi się do całości sił zbrojnych każdego z państewek).
Rzeczypospolite stanowią więc wypadkową dwóch tradycji: "polskiej w sercu i brytyjskiej w rozumie".

Rozumiem, że moje podejście do tematu kolonii jest czysto teoretyczne i pozbawione głębi znawcy tematu. Jeżeli macie swoje spostrzeżenia, które warto by ująć w temacie, zostawcie je w komentarzach. Chętnie wzbogacę moją wizję o inne spostrzeżenia.